Szukasz informacji o Stanach Zjednoczonych? Jeśli tak, to
znajdziesz je w tym miejscu. Stronka jest owocem wycieczki, podczas której przemierzyłem
10 000 km oraz
zawitałem do 12. stanów. W niektórych byłem tylko przejazdem, a w
innych urzędowałem całkiem długo. Tak czy inaczej udało mi
się zobaczyć co nie co a co dokładnie zobaczyłem, dowiesz się
przeglądając tę stronę. Miło mi będzie, jeśli wyrazisz swoją
opinię w księdze gości. A więc LET'S GO !!!
USA 2006
Ubrany w garnitur, zaopatrzony w teczkę pełną
dokumentów i spóźniony o godzinę, przyjeżdżam na ulicę Piękną
w Warszawie. Pod ambasadą jak zwykle wita mnie spora kolejka osób
przybyłych dokładnie w tym celu co ja, a także oczywiście
ulotkarze, którzy obdarowują mnie makulaturą z najnowszymi
promocjami linii lotniczych.
W 2004 roku pisałem o profitach wynikających
z wypełnienia wniosku wizowego on-line. Wchodziło się wtedy bez
kolejki, co niewątpliwie było sporym ułatwieniem. Niestety teraz
już tak dobrze nie ma – wszyscy ubiegający się o wizę
turystyczną, wniosek DS.-156 muszą mieć wypełniony
elektronicznie.
Kontrolę bezpieczeństwa przechodzę pozytywnie, w zamian za swój
telefon komórkowy otrzymuję numerek i mogę już przejść do następnej
kolejki. Pracownicy ambasady sprawdzają, czy wnioski są
prawidłowo wypełnione. Prawidłowo.
Po kilkunastu minutach wchodzę do poczekalni. Siadam na krzesełko
w pierwszym rzędzie i obserwując "gimnastykujących się"
ludzi przed konsulami, czekam na swoją kolej. Przy okienku
naprzeciw mnie młoda dziewczyna dostaje wizę na 10 lat. Cieszy się
bardzo, dziękuje konsulowi, mówi jest bardzo szczęśliwa z tego
powodu i że jest to dla niej jeden z najlepszych prezentów jakie
dostała. Dosłownie cała promienieje. Druga kobieta już nie może
zaznać tego „niewyobrażalnego szczęścia”, gdyż
konsul ma wątpliwości co do prawdziwych powodów wyjazdu. Odchodzi
sprzed okienka, a jej miejsce zajmuje młoda dziewczyna. Jest
studentką socjologii, dziś ma jeszcze egzamin. I tu niestety nie
napiszę o wyniku rozmowy, gdyż przychodzi kolej na mnie.
Podchodzę do okienka, oddaję swoje odciski palców i przystępuję
do rozmowy. Pani konsul zadaje typowe pytania: do kogo, gdzie, na
ile, jaki cel, jakie studia, na którym roku... Pyta czy rozmawiam
po angielsku. Odpowiadam twierdząco, więc od teraz rozmawiamy wyłącznie
w tym języku. Pokazuję jeszcze tylko zaproszenie i słyszę, że
dostałem wizę.
Tak więc 16 czerwca lecę SWISSem do Chicago. Czyżby szykowała się nowa
stronka, tym razem zatytułowana USA 2006 ?